Koncertowa robota
Na wrocławskim Rynku będą jakieś koncerty. Poznaję po tym, że przed siedzibą BZ WBK stawiają rusztowania. Parunastu facetów ściąga rurki z ciężarówki, zrucają je na bruk, po czym mozolnie ustawiają konstrukcję. Dookoła turyści, przechodnie - wiadomo, najfajnieszy Rynek w Polsce w zwykły Długi Majowy Weekend.
No właśnie, o bezpieczeństwie podczas tej budowy raczej niewiele się myśli. Rurki się piętrzą, przechodnie chodzą między nimi, nic nie ogrodzone, nic nie zabezpieczone. Po prostu zgroza. Niechby coś na łeb komu zleciało, rozbiło, pogotowie, odszkodowania, afera; ale dziś nikt nie pomyśli.
Nie wiem skąd taki brak wyobraźni. Może nikomu jeszcze łba w Polsce w ten sposób nie rozbili, może nie zajmuje się tym Inspekcja Pracy (ale budowniczowie też bez kasków!), a może po prostu trynd na takie rzeczy jeszcze się nie ustalił.
Działalność antypaństwowa
Słucham właśnie wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim w radiowej "Trójce". Rewelacje jak zwykle, nawet potrafi całkiem zgrabnie uzasadnić wykrawanie nowych ministerstw dla dziadostwa z Samoobrony (gospodarka morska wymaga… o budownictwie nie zapominajmy). Odchodzi z rządu Stefan Meller? No i bardzo dobrze, bo to koleś Millera był, więc nie jest godzien miana budowniczego IV Rzeczypospolitej.
Zabawny jednak okazał się passus o "braciach Kaczyńskich". Zdaniem prezesa PiS ten kto mówi w taki sposób dopuszcza się… swego rodzaju działalności antypaństwowej, bo podważa wynik wyborów (sic!)
Znaczy się o Lechu można tylko na kolanach, pokornie spoglądając na majestat…
Kowalski… Kowalski… ten Kowalski?
Na samą myśl o zrodzonej w bólach koalicji rządowej robi mi się niedobrze. Lepper wzbudza we mnie nie tyle politowanie ile pogardę; drzewiej tacy watażkowie dostali nahajką i siedzieli cicho, dziś dziennikarze robią sobie sensację zapraszając go do swoich programów (zaobserwowałem, że nie tylko u Żakowskiego ale i u Lisa jest on niezwykle częstym gościem). Pospólstwo wchodzi głębiej w towarzystwo, co zresztą o tyle nie jest trudne, że to towarzystwo też już częściowo z pospólstwa wywodzące się jest… Nie żebym komuś przyganiał pochodzenia - świat podzielony na klasy to nie jest temat na XXI wiek - ale chamstwa i nieuctwa nie zwykłem wybaczać.
Konsternację wzbudza we mnie eskapada uciekinierów z LPR pod skrzydła Jarosława Kaczyńskiego. Nie żebym odmawiał politykowi prawa do takiej wolty - nawet jeśli kiedykolwiek uważałem, że to dość nieprzyzwoite, to jednak półtorej dekady obserwacji współczesnej polityki zabiło we mnie resztki staromodnej przyzwoitości. Nie żebym uważał, iż z mogli próbować się dogadać z Romanem Giertychem - ten młokos nie ma żadnego pomysłu oprócz imania się różnych dziwnych sposobów na ratowanie własnych politycznych 4 liter. Po prostu nie podoba mi się postać Bogusława Kowalskiego.
Litościwie pomijam działactwo Kowalskiego w SND. Patria jak każda inna tego rodzaju - zamiast programu garściami czerpane cytaty z Dmowskiego (nijak nieprzystające do Polski lat 90-tych), jakieś operetkowe spotkania bodajże z Szeremietiewem na warszawskim Moście Poniatowskiego. Mit silnej Polski. Jednak Kowalski w pewnym sensie był - jako redaktor naczelny pisma "Myśl Polska" - jednym z ważniejszych ideologów SND tamtego czasu. Pismo nudnawe, drukujące szereg nudnych artykułów i tym i o tamtym; jednak gdzieś około 1996 r. w kilku kolejnych numerach "MP" opublikowała listę Polaków, którzy wyemigrowali do Izraela po 1968 r.
Antysemityzmem brzydzę się - niezależnie od jego postaci. Nie wiem co dziś poseł Kowalski miałby do opowiedzenia na ten temat ale sądzę, że Jarosław Kaczyński mógłby go o to spytać. Chętnie posłucham też co o takiej przeszłości swojego koalicjanta myślą politycy PiS, aczkolwiek mniemam, że - biorąc pod uwagę zgodę na wejście przestępcy do rządu - epizod z życia Kowalskiego nie powinna im przeszkadzać.
Mułła z Samoobrony
Jeszcze nie ucichły dywagacje czy aby Andrzej "Dyzma" Lepper ze względu na swoją przeszłość może piastować stanowisko wicepremiera - prawomocny wyrok co do zasady oznacza brak dopuszczenia do informacji niejawnych - tu kolejna granda. Okazuje się bowiem, że pan przewodniczący ma kłopoty z towarzystwem: po flircie z Instytutem Schillera utrzymywanym przez amerykańskiego oszołoma Lyndona La Rouche, którego poglądy można uznać za dość kontrowersyjne - teraz wychodzi na to, że pan wicepremier in spe blisko współpracuje z kijowską uczelnią, która słynie z antysemickich poglądów oraz jest najprawdopodobniej utrzymywana przez Teheran.
Szczerze mówiąc mam już dość wszelkich sensacyjek na temat Leppera. Pastwi się nad nim Wyborcza, która codziennie przynosi garściami nowe skandaliki na jego temat. Rozumiem, że jest to łatwy zarobek - cokolwiek Lepper nie powie albo o nim nie powiedzą, jest śmieszne. A to wygrywa w plebiscycie na najgłupszego polityka, a to walnie bzdurę na temat możliwości zgwałcenia prostytutki przez europarlamentarzystę. Ogólna porażka ale nieźle się sprzedaje.
Nie wiem - zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu, ale nadal tego nie wiem - dlaczego bracia Kaczyńscy tak prą do koalicji z Samoobroną. Powiedzieć, że idzie swój do swego to troszkę za proste, jednak między politykami PiS a p.p. Łyżwińskim, Bergerową etc. jest pewna różnica. Hańby wpuszczenia chamstwa na salony też im długo nie wybaczą, a nie będzie to piękna opowieść jak o Koniu Trojańskim. Będzie syf i granda - a całe odium pójdzie na Kaczyńskich.
Jednak poruta w kraju to pół problemu. Drugie pół (większe pół) to poruta na skalę światową - wiceprezesem Rady Ministrów gość, który współpracuje z towarem eksportowym Iranu (mowa nie o ropie lecz terroryzmie), gość, dla którego partnerem jest organizacja domagająca się zniesienia Izraela z mapy świata. Takie błoto zawsze się łatwo przyczepia, trudno je ładnie wywabić.
Hasłem po pamięci
Naukowcy (tym razem nie amerykańscy, lecz brytyjscy) stwierdzili, że im więcej pracownik musi zapamiętać różnych haseł dostępowych, numerów identyfikacyjnych oraz innych kodów, tym większe prawdopodobieństwo problemów.
Wcale mnie to nie dziwi. Jak sobie przypomnę ile muszę pamiętać - pin do komórki,
pin do bankomatu (na szczęście kredytówki mam bezpinowe),hasło i identyfikator do konta bankowego, hasła do serwisów internetowych innych banków (tam gdzie mam karty kredytowe…), na szczęście do pracy wchodzę na breloczek (i nie ma żadnego klepania w klawiaturkę), no ale jest hasło roota i hasło użytkownika do systemu… ufff hasła do kont pocztowych, jabbera i gadu-dziadu… Może coś pominąłem (o właśnie: kod abonencki u operatora komórkowego), ale nawet jak pominąłem to w decydującym momencie okaże się, że jednak sobie przypomnę… a jeśli sobie nie przypomnę? Aha przecież część haseł pamięta za mnie KWallet a hasła do poczty podpowiada uprzejmy Thunderbird… ale KWallet zadziała dopiero po użyciu jego własnego hasła, które - niezgodnie z regułami bezpieczeństwa? - mam takie same jak hasło użytkownika. Już się boję!
Pamiętam - to jakoś pamiętam! - że kiedyś było prościej. Komórkę kupiłem sobie wprawdzie dość dawno - ledwie 4 miesiące po starcie pewnej sieci, która dziś ma owoc w nazwie - bodajże gdzieś w tym samym czasie wyrobiłem sobie kartę do bankomatu (nazwy banku litościwie nie podlinkuję). W ówczesnej pracy założyli jakieś tam alarmy na drzwi i kazali sobie wymyśleć piny do otwierania, to ja sobie (niezgodnie z regułami bezpieczeństwa?) ustaliłem ten sam co do komórki. Karty kredytowej nie miałem, o internecie czytałem w gazetach. Wszystko co musiałem pamiętać to numer rejestracyjny mojego malucha oraz parę telefonów.
Nie wiem na ile odpowiedzią na moje bolączki są lub będą techniki biometryczne. Z jednej strony jak ognia boję się permanentnej inwigilacji Wielkiego Brata (a raczej Wielkiego Kolesia, ponieważ to my - współczesne społeczeństwo) sami siebie wiecznie śledzimy i myszkujemy, nie ma gorszej rzeczy niż odarcie z resztek prywatności. Ale kto wie czy jednak ten odcisk palca albo skan siatkówki oka nie okaże się wystarczającą odpowiedzią na konieczność wypośrodkowania pomiędzy wygodą użytkowników życia codziennego oraz uzasadnionej konieczności zapewnienia bezpieczeństwa temu co powinno być bezpieczne. Są już komputery albo karty pamięci, z których nie da się skorzystać bez uprzedniego "przedstawienia się" poprzez przyłożenie palca, są już firmy, gdzie tradycyjne hasełka bądź breloczki zastąpiły nowoczesne technologii identyfikacji siatkówki. Trwają prace nad zmianą formatu paszportów i innych dokumentów, tak aby zawierały one dane biomedyczne (wszakże nic człowieka lepiej nie identyfikuje jak jego kod genetyczny) - Islandia nawet pokusiła się o projekt zgromadzenia danych o DNA wszystkich jej mieszkańców, co wzbudza jednak pewne obawy właśnie w kwestii ochrony prywatności - jednak mój tradycjonalistyczny łeb broni i zapiera się przed tymi nowinkami.
Jaka jest więc odpowiedź? Sterta hasełek w kalendarzyku, jedno "mocne" hasło do wszystkiego na wszelki wypadek zapisane na karteczce przylepionej do monitora, hasło do bankomatu namalowane flamastrem na karcie…? Czy faktycznie zgoda na skanowanie, pobieranie, pomiar i utrwalanie?
technorati tags: prawo, privacy, DeCode, biometrics



