Guantanamo, Saddam, Al-Kaida…
Pierwszy wyłom w antyterrorystycznej polityce G.W. Busha - amerykański Sąd Najwyższy uznał, że trybunał specjalny w Guantanamo powołany do sądzenia osób podejrzanych o wspieranie terroryzmu jest nielegalny.
Przyznam, że mam mieszane uczucia wobec roli jaką odgrywa baza w Guantanamo. Oczywiście popieram wojnę z terroryzmem oraz wcześniejsze i obecne działania amerykańskie w Iraku i Afganistanie, aktywną obecność Polski w rejonie. Nie rozumiem oponentów: pobłażliwość wobec wyczynów Saddama przypiomina mi wyłącznie politykę strusia wobec Hitlera - układ monachijski, dziwną wojnę oraz inne błędy wynikające z wygody i lenistwa, które ułatwiły Niemcom przygotowania do wojny oraz wszelkie jego konsekwencje: Holocaust, wymordowanie milionów ludzi, popadnięcie połowy świata w komunistyczne jarzmo.
Wojna z Saddamem Husajnem była konieczna; myślę, że można było przewidywać dalsze jej skutki - wszakże już Bush senior odrzucił możliwość jego obalenia po wojnie w Zatoce Perskiej właśnie ze względu na obawy przed dezintegracją państwa, odezwania się proirańskich Sunnitów oraz wybuchem konfliktu kurdyjsko-tureckiego. Nie sądzę, żebyśmy płacili za wysoką cenę za interwencję: szybująca cena ropy, niezliczone zamachy i destabilizacja w Iraku oraz setki zamordowanych cywilów i dziennikarzy (kolejność może nie ta ale cóż…) to tragiczna acz w pewnym sensie nieunikniona cena przywrócenia porządku. Wszakże reżim Husejna uczynił znacznie więcej złego (mordy na Kurdach, atak na Kuwejt, represje wobec własnych obywateli), a mógł pójść nawet dalej. Słowem: taka jest cena likwidacji ośrodka zła.
W tym sensie rozumiem decyzję o powołaniu więzienia i trybunałów w Guantanamo. To nie nas lecz Amerykanów dotknął zamach na WTC, to USA jest “diabłem wcielonym” dla ortodoksyjnych muzułmanów. To Amerykanie mogą się czuć szczególnie zagrożeni na całym świecie - bo Al-Kaida ma macki na całym świecie. I chociaż chciałoby się rzec nasza chata z kraja to nie możemy zapominać, że podobnie Francuzi uważali, że nie ma sensu ginąć za Gdańsk…
technorati tags:Guantanamo, Bush, Antiterrorwar
Spam obrazkowy
W wojnie spamerów z użytkownikami internetu dzieje się coraz więcej. Była doskonała inicjatywa Blue Frog, która zginęła pod naporem międzynarodowej przestępczości spod znaku spam. Jest wojna wypowiedziana ultraspamerom z ICIC przez grupę ludzi skupioną wokół grupy dyskusyjnej pl.internet.mordplik. Są wreszcie filtry, nakładki i inne narzędzia utrudniające życie bandziorom, ot choćby popularny Firefox czy też pozostający w jego cieniu Thunderbird.
W tej walce przestępcy nie posługują się uczciwymi metodami (takie jest zresztą założenie bycia przestępcą). Wykorzystywane są wszelkie możliwe metody: zawirusowywane legiony komputerów działające później jako botnety, blokowanie dostępu zwykłym użytkownikom do ich danych i żądanie zapłacenia haraczu za umożliwienie korzystania z maszyny i inne, coraz bardziej wyrafinowane mechanizmy.
Coraz częściej spam ma też postać obrazkową. Okazuje się bowiem, iż współczesne filtry spamowe potrafię dość dobrze rozpoznać różne dziwne v1aGry w przesyłkach, jednak dobrze spreparowany obrazek jest na dziś praktycznie niewykrywalny. Oznacza to, że taka wiadomość ma znacznie większe szanse prześlizgnąć się do naszego komputera i wyrządzić jakąś szkodę.
Osobiście stosuję na to najprostszą metodę: w Thunderbirdzie mam ustawione ściąganie wyłącznie nagłówków wiadomości, korzystając z podglądu sprawdzam co i od kogo otrzymuję, niechciane oznaczam jako spam (po czym lądują w koszu) zaś resztę ściągam na dysk. W ten sposób durny spamer nie dowie się czy adres, na który zdecydował się wysłać swoją najwspanialszą ofertę faktycznie istnieje, a więc nie grozi mi gwałtowna eskalacja otrzymywanych śmieci. Proste, skuteczne, do wdrożenia od zaraz.
technorati tags:spam, internet
Blogged with Flock
Jaki VAT na pieluchy?
Europa stoi w obliczu poważnego kryzysu. Być może będzie wszczęte postępowanie przeciwko Polsce przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Ta krnąbrna Polska znów stoi okoniem pogłębianiu integracji. Tym razem sprzeciwia się ujednoliceniu podatku VAT na pieluchy. Chodzi o to, że Komisja Europejska w swej nieomylności stwierdziła, że pieluchy powinny być obłożone 22-proc. stawką podatku, tymczasem Polska (i parę innych marginalnych państewek) upiera się przy stawce 7 proc. KE zgadza się na niższy VAT na pieluchy dla dorosłych - bo wówczas mamy do czynienia z artykułem leczniczym, a nie fanaberią (!) - ale od pieluszek dla dzieciaków powinniśmy płacić wyższy haracz.
Mnie pieluchy nie dotyczą. Ze swoich wyrosłem już dawno temu, dzieci nie mam. Sprawa zainteresowała mnie z innych przyczyn: po pierwsze im niższy podatek tym lepiej. Po drugie - czy ta cała wspólna Europa naprawdę nie ma niczego poważniejszego na głowie jak deliberowanie o wysokości podatków w poszczególnych krajach?
Chciałoby się trawestować nieśmiertelny cytat z “Seksmisji”: “widzę, że macie niezły burdel w tej Unii”. Miały być wspólne sprawy, wspólne interesy, rozwiązywanie problemów. Jednak w sprawie rury z Rosji do Niemiec jesteśmy sami (ergo nie ma czegoś takiego jak wspólna polityka energetyczna), ale KE będzie nam mówiła jaki mamy płacić vat na pieluszki!… Zero konkurencyjności, zero swobody, wszystko równo, od linijki przycięte, centralnie sterowane (nawiasem mówiąc nie wiem dlaczego ta Unia tak się nie podoba Romanowi Giertychowi - przecież wydaje się być ziszczeniem jego snów). Nawet wysokość stawek podatkowych na pieluchy dyktują biurwy z Brukseli.
Nie widzę przyszłości dla takiego stworu jakim jest Unia Europejska. W takiej postaci nie ma prawa żyć dłużej niż góra 20 lat jeszcz; a później zeżre własny ogon i się nim zadławi.Tak skończyły dinozaury, które chciały być największe na świecie, taki kres spotkał też Imperium Rzymskie oraz każdy kolejny megaprojekt (nie chcę wypominać bo mi wypomną, że porównanie jest nietrafne i nieadekwatne…)
Płoną samochody na naszych ulicach
Oj Zyta, Zyta…
To wiadomość dnia a nawet miesiąca - dla mnie większy szok niż “propaństwowa” postawa Andrzeja Leppera: po złożeniu wniosku o lustrację Zyty Gilowskiej, pani minister podała się do dymisji.
Gilowska - jeszcze jako posłanka PO - była moją ulubienicą. Cięty język, zdecydowane poglądy na gospodarkę (w znacznej mierze współbrzmiące z moimi), zasługiwała na miano “lwicy PO”. Potrafiła dogryźć Kołodce, przy czym jej wypowiedzi zawsze były merytorycznie bez zarzutu, zawsze widać było w nich sens. Zero populizmu.
Żelazna kandydatka do kierowania ministerstwem finansów po wyborach, z Platformy odeszła w związku ze skandalem: zarzucono jej zatrudnianie w swoim biurze poselskim syna i synowej, zaś PO - partia przeczysta - nie dopuszczała do siebie takiej możliwości. Tu mam pewne wątpliwości, bo przecież zatrudnia się tam wyłącznie szeregowych członków partii, jak znam życie (ale przykładów podać nie mogę) z naszymi, podatniczymi, pieniędzmi dzieją się na pewno gorsze rzeczy. Odchodzić nie musiała ale uniosła się honorem, uznała, że rozpętano burzę o nic.
Do polityki wróciła po wyborach, od razu na stanowisko ministra finansów, na którym zastąpiła Teresę Lubińską. Przyznam, że po początkowym okresie nadziei (twarda “taczerystka” w rządzie PiS, brzmiało nienajgorzej) nieco zrzedła mi mina, a to przez zapowiedzi licznych podwyżek podatków. (Tu dygresja: właśnie przez to nie wierzę w “kapitalistyczną” linię programową PO, Gilowska robiłaby dokładnie to samo jako członek rządu Rokity; wszakże z Platformy nie odeszła za “skrzywienie lewicowe”, przeto można sądzić, iż planowane zmiany podatkowe były realizacją jej wcześniejszych zamierzeń). Nawet jednak przy tej ździebko zbyt fiskalistycznym podejściu stanowiła wyraźniejszy element gabinetu.
A teraz… Wniosek Rzecznika Interesu Publicznego, który zarzuca Gilowskiej kłamstwo lustracyjne runął na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie wiem jak rzeczy się mają (bo i skąd mógłbym wiedzieć?) ale jest dla mnie jasne, że sprawa jest dziwna. Podobnie jak dziwna jest sprawa Niezabitowskiej, ks. Czajkowskiego a nawet ex-posła Jaskierni, którego w końcu uniewinniono od zarzutów.
Trudno dziś nawet zgadywać: gra to czy nie gra, element jakichś brudnych rozgrywek politycznych, czy też faktycznie w ubeckich aktach znaleziono to “coś”.
technorati tags:Poland, politics
Blogged with Flock




