Kaziu, uśmiechnij się ;-)
No cóż, przybywa konkurencji. Widać, że pan ex-premier Kazimierz Marcinkiewicz - wbrew temu co pisze o własnym PR - odrobił lekcję z autopromocji uważnie. W czasach kiedy czytelnictwo prasy spada a znaczna część ludzi ogląda telewizję ćwierćokiem - pozostałe 1,75 oka męcząc internetem - sieciowy pamiętniczek może być dobrym rozwiązaniem.
Moja złośliwa natura już zaciera rączki, toć tu będzie kopalnia tematów!
Quiz
Jeśli w sporze pomiędzy Polską socjalną a Polską liberalną polityk opowiada się za tą pierwszą to mamy do czynienia z politykiem:
A. prawicowym
B. lewicowym
C. nijakim
D. skutecznym
E. nie wiem, nic z tego nie rozumiem
Odpowiedzi proszę wpisywać w komentarzach.
Zdjęcia UB we Wrocławiu
…dopóki obraduje parlament IV RP
Brytyjczycy, najbardziej prawicowe społeczeństwo Europy, nie przepadają za skrajnością i nagłością w działaniach. Ich rezerwa (niektórzy mówią flegma) przeszła już do legendy, podobnie jak powiedzonko o domu będącym twierdzą oraz rozważania o wpływie położenia geograficznego na charakter poddanych JKM. Splendid isolation. Grunt to nikogo do niczego nie zmuszać, pozwolić mu żyć według jego własnych przekonań.
Stąd nie są w UK popularne organizacje skrajne, wszelkie mniejszości czują się względnie swobodnie (na pewno lepiej niż w republikańskiej Francji, gdzie rządowym megaprogramom towarzyszą megaproblemy z przybyszami z Maghrebu, zaś historia pełna jest wolt politycznych i zamachów), każdy może się realizować w taki sposób jaki uzna za najwłaściwszy. Pakistańczycy mogą żyć po swojemu, obok Hindusów, Czarnych i Azjatów. Obecnie wyspy okazują się być ziemią obiecaną dla setek tysięcy Polaków, znów potwierdzając swoją otwartość.
Olbrzymim i niepodważalnym wkładem brytyjczyków w europejską cywilizację polityczną jest parlamentaryzm. Przeciętny Anglik chodzi na wobory, zwykle zna nazwisko swojego deputowanego (to jedna z zalet wyborów większościowych i jednomandatowych okręgów) i nawet jeśli nie ma świadomości smaczków ustroju (czy wiecie Państwo, że szerokość przejścia między stronami w Izbie Gmin jest tak dobrana, żeby miecze wyciągnięte w ferworze dyskusji przez oponentów z przeciwnych partii nigdy się nie zetknęły?) - jest dumny i… nieco nieufny.
Nikt nie może być pewien swego życia, zdrowia i majątku dopóki obraduje Parlament Jej Królewskiej Mości - mawiają Brytyjczycy. W Polsce należącej do władców kroczących pod sztandarami IV Rzeczypospolitej Ludowej zasada ta ma znacznie szersze znaczenie. W zasadzie można odnieść wrażenie, że przejęcie władzy ma służyć wyłącznie realizacji własnego interesu grupowego (czerwona lewica dopieszcza działkowców, wysyła antyklerykałów-harcowników w postaci Ikonowicza i Senczyszyn, łżeprawica dopieszcza góników i “moherowe berety” a także zasłania się posłami Wierzejskim i Gosiewskim) oraz równocześnie pognębieniu oponentów (Millerowskie raporty o Buzku i AWS, Kaczyński ma od tego CBA i nacjonalizację, wszyscy zaś próbują manipulować przy ordynacjach). Księżycowe poglądy na gospodarkę, niechęć do prywatyzacji, obsadzanie swojakami stanowisk w spółkach Skarbu Państwa i mediach publicznych, przekształcanie organów kontrolnych, tak aby można było usunąć nieusuwalne kierownictwo i wyznaczyć następcę z własnego szeregu, solenne obietnice ulżenia doli drobnych przedsiębiorców, po których okazuje się, że formalności i ucisku podatkowego tylko przybywa to norma niezależna od tego czy aktualnie ster władzy dzierży lewica czerwona czy też szarobura.
Obecnie na tapecie mamy: ordynację samorządową będącą swego rodzaju politycznym perpetuum mobile oraz zakaz prowadzenia działalności zarobkowej w niedziele i święta. Oba projekty mogły zrodzić się wyłącznie w chorej głowie osobników, którzy nie biorą pod uwagę niczego oprócz własnego punktu widzenia, którym wszechwładne państwo służy wyłącznie do realizacji ich własnych aspiracji, dla których jakikolwiek luz decyzyjny stanowi wielkie niebezpieczeństwo uszczuplenia kontroli społeczeństwa przez władzę. Poglądy te są niestety kompletnie zgodne z ogólną polityką szaroburolewicowych twórców IV RP: władza to siła, społeczeństwo to przykry dodatek do państwa, więc trzeba je trzeba skłócić, podzielić i zmanipulować zaś przedsiębiorcy to złodzieje i oszuści, więc trzeba nasłać na nich niekończące się kontrole i odebrać im majątek.
Dziś mamy jeszcze w odwodzie Trybunał Konstytucyjny, sąd nad prawem, który może i potrafi zahamować niekonstytucyjne zapędy polityków PiS. Jednak już jesienią może się okazać, że nowi sędziowie - wybrani przez sejm spośród prawników sympatycznych nowej władzy (jeden z kandydatów, współautor PiSowskiego projektu konstytucji - rozwodzący się w swej napisanej w 1983 r. pracy doktorskiej nad marksizmem chińskim - całkiem na poważnie rozważał niedawno na łamach “Rzeczypospolitej” kwestie tożsamości braci-bliźniaków piastujących najwyższe stanowiska w państwie) - będą li tylko realizować dalekosiężne plany rządzących.
Chciałoby się zawołać: nikt nie może być pewien swego życia, zdrowia i majątku, dopóki obraduje parlament IV Rzeczypospolitej. Na szczęście dziś, latem, wołać jeszcze można, jeszcze można bić pianę i wkładać kij krytyki w rozpędzone szprychy omnipotentnej władzy. Jestem jednak pełen obaw, że jeśli ziszczą się marzenia szaroburej struktury politycznej nie będzie nam wolno kwestionować nieomylności premiera, polemizować z rozumem posła G. bądź też domagać się sprawiedliwości wobec wicepremiera L. Obym był złym prorokiem…
Moje credo
Państwo i prawo
Państwo nie musi się starać uregulować wszystkich dziedzin życia. Dobry prawodawca to nie ten, który wygrywa z innym w liczbie przyjętych przepisów. Nie zmuszajmy sejmu do prześcignięcia poprzednich kadencji w liczbie uchwalonych ustaw, porządny minister to nie ten, który wyda więcej rozporządzeń od poprzednika. Inflacja przepisów prowadzi do spadku skutecznośći prawa, co nie sprzyja autorytetowi państwa.
Od wszechwiedzącej władzy centralnej lepszy jest samorząd, od samorządu - organizacje obywatelskie. Nie potrzebujemy wojewody - namiestnika rządu na województwo, potrzebujemy wybieranego przez ogół mieszkańców województwa prawdziwego gospodarza. Pozwólmy gminom i województwom (powiaty są potrzebne tylko starostom) na większą swobodę, nie wszystko musi podlegać urawniłowce.
Jestem zwolennikiem silnej władzy prezydenta, na wzór amerykański. Taki prezydent nie może się bać podejmować decyzji, ponosi rzeczywistą odpowiedzialność za
kraj. Nie jest to jednak siła wszechobecna - władza centralna jest maksymalnie ograniczona na rzecz organów niższego szczebla. (Tu dygresja: wprowadzenie takiego systemu władzy wymaga wielkiego poparcia i zaufania do osoby piastującej urząd prezydenta, zatem kadencję Lecha Kaczyńskiego należy uznać za kompletnie zmarnowaną dla realizacji idei.)
Jestem prawicowcem więc chcę państwa-stróża nocnego.
Państwo nie powinno zajmować się produkcją, sprzedażą, komiwojażerką. Nie chcę, żeby państwo było właścicielem kopalń, fabryk, elektrowni. Doceniam rolę państwa jako regulatora aczkolwiek widziałbym jej realizację raczej w walce z monopolami, nie zaś ręcznej manipulacji procesami gospodarczymi.
Etatyzm i socjalizm to przeżytki XX wieku. Marks się mylił mówiąc o środkach produkcji, warto to zapamiętać raz na zawsze. Prywatna własność jest podstawowym warunkiem rozwoju prowadzącego do dobrobytu. Redystrybucja dochodów to prosta droga do biedy, własność państwowa - do korupcji i nadużyć.
Bezrobocie i brak perspektyw to największy problem, przed jakim stoi obecnie Polska. Nie zwalczymy jego manipulując wskaźnikami, nakładając na przedsiębiorców kolejne obciążenia. Nie potrzebujemy urzędów ds. bezrobocia - wysyłając tych biurokratów na trawkę zrobimy pierwszy krok w kierunku zmniejszenia bezrobocia.
Podatki i inne obciążenia gnębiące przedsiębiorców powinny być niższe. Podatek od towarów nie może sięgać ćwierci jego ceny - to najbardziej dotyka najbiedniejszych. Niski liniowy od dochodów osobistych to minimum, nie wolno nikogo karać za to, że dobrze zarabia; to źle pojęty egalitaryzm.
Jestem prawicowcem, więc chcę państwa-minimum.
Szanuję swobody osobiste i prywatność każdej jednostki, to podstawa cywilizacji opartej na wolności. Przymus jest początkiem przemocy - państwa wobec obywatela, albo ludzi wobec siebie nawzajem.
Zamykanie granic, zamykanie się społeczeństw, szowinizm i nacjonalizm to choroba dwudziestego wieku. Społeczeństwa oparte na wolności dopuszczają odmienność, nie starają się tworzyć programów “wyrównywania” na siłę, nie będą też zakazywały noszenia chust przez muzułmańskie uczennice.
Jestem agnostykiem, nie walczę z religią, doceniam rolę Kościoła. Moja areligijność nie oznacza zgody na instrumentalne traktowanie stosunku społeczeństwa do wiary i duchownych - ani “za” ani “przeciw”. Wiara to jednak nie pogląd polityczny, nie podlega ocenie w kategoriach polityki.
Władza nie powinna wychowywać ludzi, promować jakichkolwiek zachowań bądź poglądów, narzucać swojego punktu widzenia. Ta sfera nie podlega grze politycznej, niedopuszczalna jest sytuacja kiedy od decyzji urzędnika miałoby zależeć powodzenie konkretnego nurtu w sztuce, edukacji czy nauce.
Jestem prawicowcem, zatem chcę państwa indyferentnego religijnie i przyjaznego wszystkim ludziom.




