Słowo Olgierda

Prawica – z dala od PiS

Posted in polityka, przemyślenia by Olgierd on 21 lipiec, 2006

Motto: “Bądźcie tak rewolucyjni jak nauka i tak konserwatywni jak tabliczka mnożenia” – Calvin Coolidge

W blogosferycznym – internet to dziś nie tylko zabawa dla dzieciaków, pamiętają o tym nawet niepoważni politycy – sporze o politykę PiS padają mocne słowa. Wydaje się, że to wręcz wojna cywilizacyjna, w konsekwencjach podobna do Kulturkampfu: albo partia Kaczyńskiego “odzyska Polskę” albo liberalne elity pogrążą kraj do cna; porównanie do Targowicy to wyłącznie epitet ale jakże wymowny dla zobrazowania poziomu emocji targających jego stronami.

W tym sensie diagnoza o kompromitacji Trzeciej Rzeczypospolitej i konieczności odbudowania państwowości w oparciu o bliżej niesprecyzowaną IV RP jest wyrazistym i chwytliwym hasłem zbudowanym na stosunku do patriotyzmu, wartości, braku zgody na nieprawidłowości ostatnich 15 lat. Z jednej strony bracia Kaczyńscy, dzielnie opierający się układowi, z drugiej liberalny establiszment wspierany przez “Gazetę Wyborczą”, która pod płaszczykiem modernizacji społeczeństwa stoi na straży interesów grupowych elit finansowych i piewców nowoczesności rozumianej jako przyzwolenie na dewiacyjne zachowania, kpiąc niemiłosiernie z wszystkiego co najświętsze dla polityków PiS i ich wyborców.

Co ciekawe częstokroć osią sporu jest dychotomia prawica-lewica, podział, który zgodnie z wyznawaną jeszcze 10 lat temu (i oczywiście błędną) teorią neokonwergencji miał zginąć śmiercią naturalną. Prawica rząd Kaczyńskiego popiera, popiera też prezydenta Kaczyńskiego; lewica oczywiście go zwalcza i ośmiesza, zarzuca klerykalizację życia publicznego, nazywa szkodliwym dla Polski i jej obrazu na scenie międzynarodowej. Znaczy się: każdy kto na prawicy, Kaczyńskich popierać musi, bo jeśli nie – ląduje na lewicy.

Nie będę ukrywał, że podział taki irytuje mnie wprost niewymownie. Za braćmi Kaczyńskimi nigdy nie przepadałem, aczkolwiek biorąc pod uwagę trzeźwą postawę w poprzedniej kadencji Sejmu sądziłem, że najgorszy okres w politycznym życiu mają daleko za sobą. Nie wątpiłem (naiwnie), że po wyborach dojdzie do sojuszu z PO, że prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie będzie dużo gorsza od Tuskowej (na którego głosowałem – całkowicie świadom jego ograniczeń i słabości). Rozczarowałem się dość poważnie, ale nie w tym rzecz – do szokujących zwrotów w polityce zdążyłem się przyzwyczaić, zaś po wyborach z września 1993 r. oraz wygranej Kwaśniewskiego w 1995 r. nic nie jest w stanie mnie powalić.

Podział ten uważam za szkodliwy, nieprawdziwy i oczywiście prowadzący do dalszego zaciemniania polskiej polityki. Skompromitowana lewica spod znaku SLD (oraz popłuczyny w postaci partii Borowskiego oraz UL czy też UP) potrzebuje takiej etykietki, albowiem znają genetyczną niechęć Polaków do pojęcia “prawica”. Kaczyńscy chętnie z niej korzystają w nadziei, że dzięki temu uda się wznieść mur odgradzający od hord dzikiej acz skompromitowanej lewicy. Ręka rękę myje.

Rzecz w tym, że ani polityka Kaczyńskich, ani nawet ich deklaracje nie mają nic wspólnego z realizacją postulatów, które można uznać za choćby częściowo prawicowe. Nie jest bowiem elementem prawicowego programu lustracja, która może oznaczać co najwyżej antykomunizm (aczkolwiek antykomunizm to jeszcze nie prawica), nie warunkuje prawicowości także lekki zamordyzm oznaczający de facto
etatyzm. Nie stanie się premier Kaczyński prawicowcem dążąc do większej kontroli nad mediami, aczkolwiek za te kroki powinna mu podziękować lewica, która może stroić się w szmatki zwolenników wolności i wolnego słowa. Nawet sprzeciw wobec propagandy homoseksualnej – jakkolwiek będący reakcją na wypełnianie programu lewicowego osieroconego przez klasę robotniczą nowymi hasłami – nie oznacza prawicowości; homoseksualistów, Żydów, gitowców nienawidzili także za Gomułki i za Chruszczowa, zatem trudno mówić o szczególnej prawicowości tych poglądów.

Nie będę odsyłał naszych łże-prawicowców do klasyki prawicowej literatury, wszakże tomiszcza Kisiela grube są i można nie mieć czasu na ich wertowanie, nie mówiąc o trudnym języku Smitha i Locke (może bon mot Coolidge’a, który posłużył mi jako motto na dziś wystarczy). Nie będę pytał dlaczego w skład prawicowego rząd wchodzi partia, której przywódca w czasie kampanii twierdził “to my jesteśmy lewicą”, partia, której program ogranicza się do łupiestwa, popierania nieróbstwa i grabieży. Nie będę śmiał się z wicepremiera, którego prawicowość zwiodła na manowce tandetnego podlizywania się maturzystom. Nie chce mi się nawet po raz kolejny rozszyfrowywać skrótu PiS jako Populizm i Socjalizm…

Prawica to nie klerykalizm, nawet w oportunistycznym, Kaczyńskim wydaniu. Zresztą ci co znają Kaczyńskich dłużej wiedzą, że są oni pod tym względem mocno wstrzemięźliwi, a że obecnie audycje w Radiu Maryja się po prostu opłacają – głupi by nie skorzystał. Zwykły koniunkturalizm i wykorzystywanie Kościoła. Prawicowy rząd nie daje zgody na demontowanie samorządu i zastępowanie go posłusznymi radami narodowymi, nie podejmuje wojny z kim się da i kiedy się da – z adwokatami, dziennikarzami, inwestorami, diabli wiedzą z kim jeszcze. Rząd prawdziwie prawicowy nie stara się przeprowadzić rewolucji, wywrócić zastanego porządku, zastąpić go swoim porządkiem.

Ostatnie 16 lat III RP nie są zmarnowanym czasem, nie da się tak powiedzieć nawet o przydługiej kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego. Wejście do NATO to niewątpliwy sukces, obiektywnym sukcesem jest także wejście do Unii (sceptycznie powiem, że na ostatnie jej lata – będę się upierał, że najdalej za 15 lat twór ten się rozpadnie). Sukcesem są dobre stosunki z sąsiadami Polski, wolne media, bogacenie się społeczeństwa, otwieranie się na świat, boom edukacyjny. Prawicowiec potrafi to dostrzec, docenić, nie odrzuca bowiem zmian, nie sprzeciwia się im na ślepo. Są problemy, które czekają na rozwiązanie (i na pewno należy do nich lustracja, o czym świadczą przypadki Zyty Gilowskiej oraz ks. Czajkowskiego), ale u licha, dlaczego mieliby się za to brać ludzie pokroju Antoniego Maciarewicza?

Dlatego też prawdziwy prawicowiec nie będzie popierał polityki PiS oraz Jarosława Kaczyńskiego, nie pozwoli bowiem na ośmieszanie Polski, nie da sprowadzić tego pojęcia do rangi kabaretowego zawołania na człowieka przygłupiego, zacietrzewionego, zamkniętego na argumenty. Dlatego prawica trzyma się i będzie się trzymała z dala od Prawa i Sprawiedliwości, wytykając etatyzm, zamiar zawładnięcia mediami, łupienie stanowisk, popieranie lewicowej organizacji u steru władzy, instrumentalne posługiwanie się Kościołem i religią.

Odpowiedzi: 8

Subscribe to comments with RSS.

  1. scary said, on 22 lipiec, 2006 at 1:25 am

    Oj, toż nie od dziś mówione jest w szerszych nawet kręgach, że tak naprawdę zazwyczaj mamy do czynienia z lewicą pobożną i bezbożną I dopóki w tym kraju nie pojawi się normalny prawicowiec z jajami (Balcerowicz to już jednak nie to…), nie mamy co naprawdę mówić o jakimkolwiek wolnym wyborze społeczeństwa… Smutne, acz prawdziwe…

  2. walth said, on 22 lipiec, 2006 at 8:38 am

    A ja się zastanawiam, na ile to gadanie ma sens? Bo dla mnie obojetne jest, kto będzie rządził, byleby robił to mądrze i według pewnych zasad i norm, które są powszechnie na świecie akceptowane. Zmiany w ordynacji wyborczej tuż przed wyborami…? Tu nie chodzi czy lewak czy prawak, chodzi o patriotyzm, którego w politykach coraz mniej. Szukają tylko stanowisk, kasy i popracia innych takich jak oni. Hasła typu: “Kto nie jest z nami ten przeciwko nam…”. Aż sie nóż sam wi kieszeni otwiera, szkoda, że politycy nie są rozliczani ze swojej działalności i nie muszą odpowiadać saoim majątkiem za to, jak rządzili i jak oceniło ich społeczeństwo. Społeczeństwo właśnie a nie opozycja czy oni sami, bo gó**o mnie obchodzi, że dostali Polskę w złym stanie. To było jej nie brać. Ale gdyby tak było – odpowiedzialność materialna a może i prawna – to pewnie w Polsce zabrakło by polityków. Bo jednak większość z nich to tchórze, nieuki i nieroby tak naprawdę.
    Ale się rozpisałem… Mam nadzieję, że nie uraziłem niczym autora bloga, bo artykuł ciekawy bardzo.

  3. dawidbiel said, on 22 lipiec, 2006 at 11:37 am

    Chyba jednak Olgierdzie ta szeroko pojęta prawica rzeczywiście jeśli nie popiera Kaczyńskich to przynajmniej ma do nich więcej sympatii niż do przedstawicieli innych “mainstreamowych” partii. Dlaczego?

    PiS w gospodarce zachowuje się chaotycznie, próbuje łączyć ogień z wodą, czyli model państwa przyjaznego obywatelowi (”tanie państwo”) z modelem socjalnym. Efekt jest mizerny, ale… na dobrą sprawę podobne rzeczy robiły wszystkie dotychczasowe rządy, szkodliwe anty-wolnościowe regulacje wprowadzały nawet te, które powszechnie uważa się za “liberalne” (rzad Mazowieckiego, rzad Bieleckiego). Do tego się już przyzwyczailiśmy.

    Natomiast istnieją pewne zjawiska, które działają na korzyść PiS-u. Żeby daleko nie szukać – totalna krytyka ze strony ludzi mediów – wbrew pozorom przynosi ona często skutek odwrotny do zamierzonego. Ludzie widzą, albo podkórnie odczuwają, że część tej krytyki jest mocno przesadzona i uwarunkowana, jakby to powiedzieć… towarzysko.

    Nie należy też zapominać o tym, że obecny rząd to chyba pierwszy, który podjął się walki z praktycznie niekontrolowanym służbami specjalnymi (szczególnie WSI). Dotychczas wszyscy (no, może poza pewną częścią Platformy Obywatelskiej) przymykali oczy na związki służb specjalnych z mafią, a nawet obcymi wywiadami. Chwała PiS-owi za to, że próbuje coś z tym zrobić.

    Poza tym jest jednak kilku ministrów w tym rządzie, którzy mają (przynajmniej w swoich działkach) poglądy wzorowo prawicowe – np. Ziobro czy Sikorski.

    Nie próbuję nikogo przekonać do tego, że PiS jest nadzieją dla Polski – sam nie mam co do tego złudzeń. Sądzę natomiast, że poparcie dla tego rządu wielu osób o poglądach klasycznie prawicowych ma swoją przyczyne w dotychczasowym marginalizowaniu tych poglądów przez dominującą lewicę, centrum, oraz dziwaczne twory zwane centro-prawicą (konkretnie – AWS).

    Przy okazji – zapraszam na mojego bloga: http://www.dawidbiel.wordpress.com

  4. Olgierd said, on 22 lipiec, 2006 at 1:36 pm

    walth nie uraziłeś, bo mnie trudno urazić – ale muszę powiedzieć, że się z Tobą w znacznym stopniu nie zgadzam. Rzecz w tym, że pewne zjawiska mają pewne nazwy i trzeba się utrwalonego nazewnictwa trzymać, tak, aby nie dochodziło do dysonansów. Nazwijmy to “political validatorem” i będzie wszystko jasne ;-)

    Dawidzie obawiam się, że zainteresowanie WSI ma charakter wyłącznie koniunkturalny, gdyby WSI zdążyło powspółdziałać z p.p. Wassermanem i Kaczyńskimi to może by im się upiekło. Co do poglądów Ziobro… wybacz, ja u tego chłopaka nie widzę wiele poza tanim klakierstwem (na szczęście ostatnio troszkę przycichł, może po prostu wziął się do roboty).
    Co do Sikorskiego – to faktycznie jeden z najjaśniejszych punktów tego gabinetu.

  5. dawidbiel said, on 22 lipiec, 2006 at 2:06 pm

    Czy ta chęć rozbicia WSI ma charakter koniunkturalny czy nie to ciężko powiedzieć. Pewne jest, że był w Polsce rząd o którym na 100% wiemy, że bawił się w wykorzystywanie służb do polityki, ale to nie Kaczyńscy, ale niektórzy platformersi wchodzili w jego skład.
    A w temacie Ziobry – niech sobie nawet trzy razy dziennie prowadzi konferencje do spólki z Dodą czy inną Mandaryną, byleby przeprowadził stosowne zmiany w polskim prawie. “Mir domowy” już zresztą powędrował do Sejmu jeśli się nie mylę, tak więc idzie ku dobremu.

  6. walth said, on 23 lipiec, 2006 at 6:31 pm

    olgierd ok, nazywajmy rzeczy po imieniu, jednak naprawdę ma takie znaczenie czy prawica czy lewica, jeśli będzie mądrze? TO są sztuczne podziały, stworzone chyba tylko po to, żeby dzielić i powodować walki i przepychanki w sejmie, zaspokajać próżność… A co ze mną i milionami takich jak ja? którzy się nie znamy na polityce, kochamy Polskę i chcemy w niej tworzyć, żyć, budować i uczestniczyć w jej życiu, ale przy okazji nie chcemy się szambem przerzucać? Co z takimi ludźmi? Nie liczmy się. Państwo to politycy. A przecież to nie jest prawda. Państwo to MY! Oni tylko mają nim sprawnie kierować, żebyśmy my mogli tutaj żyć, pracować, uczyć się i wychowywać. Nazywajmy to jak chcemy, ale efekt jest jeden: źle się dzieje i zapowiada się na coraz gorzej :(

  7. dawidbiel said, on 28 lipiec, 2006 at 5:22 pm

    Podzial na prawice i lewice nie jest sztuczny tylko ideowy i historyczny. Natomiast w Polsce… jak to spiewal Kazik:
    “A roznica, ze jedni mowia, ze PRL byla cool, a drudzy ze nie
    i ze jedni mowia ze pewno Boga nie ma, a drudzy ze jest
    ale zasadniczo to jest jedna formacja nadzwyczaj pasozytnicza
    takie dwie strony jednej choragiewki tak tutaj zazwyczaj naliczam”

    Teraz pytanie – czy w takim razie ta choragiewka jest prawicowa?
    Oddajmy jeszcze raz glos Kazikowi:
    “Samochody to nie Ruscy kradną tylko robią to właśnie Polacy
    Policja znajduje jeden na sto, natomiast dużą część owoców pracy
    Pożera aparat administracyjno-urzędniczy
    Socjalizm totalitarny zmienił się w koncesyjno-etatystyczny”

    No i jest odpowiedz.

  8. Olgierd said, on 28 lipiec, 2006 at 7:06 pm

    A więc po raz kolejny okazuje się, że diagnoza Staszewskiego sprzed dobrych bodajże 7 lat jest jak najbardziej aktualna. Czy czerwonawa lewica czy też szarobura łże prawica – i tak będzie zwykła wszawica.


Napisz odpowiedź