Słowo Olgierda

Zdjęcia UB we Wrocławiu

Opublikowany w podpatrzone, polityka by Olgierd w dniu lipiec 28th, 2006

…dopóki obraduje parlament IV RP

Opublikowany w polityka, przemyślenia by Olgierd w dniu lipiec 28th, 2006

Brytyjczycy, najbardziej prawicowe społeczeństwo Europy, nie przepadają za skrajnością i nagłością w działaniach. Ich rezerwa (niektórzy mówią flegma) przeszła już do legendy, podobnie jak powiedzonko o domu będącym twierdzą oraz rozważania o wpływie położenia geograficznego na charakter poddanych JKM. Splendid isolation. Grunt to nikogo do niczego nie zmuszać, pozwolić mu żyć według jego własnych przekonań.

Stąd nie są w UK popularne organizacje skrajne, wszelkie mniejszości czują się względnie swobodnie (na pewno lepiej niż w republikańskiej Francji, gdzie rządowym megaprogramom towarzyszą megaproblemy z przybyszami z Maghrebu, zaś historia pełna jest wolt politycznych i zamachów), każdy może się realizować w taki sposób jaki uzna za najwłaściwszy. Pakistańczycy mogą żyć po swojemu, obok Hindusów, Czarnych i Azjatów. Obecnie wyspy okazują się być ziemią obiecaną dla setek tysięcy Polaków, znów potwierdzając swoją otwartość.

Olbrzymim i niepodważalnym wkładem brytyjczyków w europejską cywilizację polityczną jest parlamentaryzm. Przeciętny Anglik chodzi na wobory, zwykle zna nazwisko swojego deputowanego (to jedna z zalet wyborów większościowych i jednomandatowych okręgów) i nawet jeśli nie ma świadomości smaczków ustroju (czy wiecie Państwo, że szerokość przejścia między stronami w Izbie Gmin jest tak dobrana, żeby miecze wyciągnięte w ferworze dyskusji przez oponentów z przeciwnych partii nigdy się nie zetknęły?) - jest dumny i… nieco nieufny.

Nikt nie może być pewien swego życia, zdrowia i majątku dopóki obraduje Parlament Jej Królewskiej Mości - mawiają Brytyjczycy. W Polsce należącej do władców kroczących pod sztandarami IV Rzeczypospolitej Ludowej zasada ta ma znacznie szersze znaczenie. W zasadzie można odnieść wrażenie, że przejęcie władzy ma służyć wyłącznie realizacji własnego interesu grupowego (czerwona lewica dopieszcza działkowców, wysyła antyklerykałów-harcowników w postaci Ikonowicza i Senczyszyn, łżeprawica dopieszcza góników i “moherowe berety” a także zasłania się posłami Wierzejskim i Gosiewskim) oraz równocześnie pognębieniu oponentów (Millerowskie raporty o Buzku i AWS, Kaczyński ma od tego CBA i nacjonalizację, wszyscy zaś próbują manipulować przy ordynacjach). Księżycowe poglądy na gospodarkę, niechęć do prywatyzacji, obsadzanie swojakami stanowisk w spółkach Skarbu Państwa i mediach publicznych, przekształcanie organów kontrolnych, tak aby można było usunąć nieusuwalne kierownictwo i wyznaczyć następcę z własnego szeregu, solenne obietnice ulżenia doli drobnych przedsiębiorców, po których okazuje się, że formalności i ucisku podatkowego tylko przybywa to norma niezależna od tego czy aktualnie ster władzy dzierży lewica czerwona czy też szarobura.

Obecnie na tapecie mamy: ordynację samorządową będącą swego rodzaju politycznym perpetuum mobile oraz zakaz prowadzenia działalności zarobkowej w niedziele i święta. Oba projekty mogły zrodzić się wyłącznie w chorej głowie osobników, którzy nie biorą pod uwagę niczego oprócz własnego punktu widzenia, którym wszechwładne państwo służy wyłącznie do realizacji ich własnych aspiracji, dla których jakikolwiek luz decyzyjny stanowi wielkie niebezpieczeństwo uszczuplenia kontroli społeczeństwa przez władzę. Poglądy te są niestety kompletnie zgodne z ogólną polityką szaroburolewicowych twórców IV RP: władza to siła, społeczeństwo to przykry dodatek do państwa, więc trzeba je trzeba skłócić, podzielić i zmanipulować zaś przedsiębiorcy to złodzieje i oszuści, więc trzeba nasłać na nich niekończące się kontrole i odebrać im majątek.

Dziś mamy jeszcze w odwodzie Trybunał Konstytucyjny, sąd nad prawem, który może i potrafi zahamować niekonstytucyjne zapędy polityków PiS. Jednak już jesienią może się okazać, że nowi sędziowie - wybrani przez sejm spośród prawników sympatycznych nowej władzy (jeden z kandydatów, współautor PiSowskiego projektu konstytucji  - rozwodzący się w swej napisanej w 1983 r. pracy doktorskiej nad marksizmem chińskim - całkiem na poważnie rozważał niedawno na łamach “Rzeczypospolitej” kwestie tożsamości braci-bliźniaków piastujących najwyższe stanowiska w państwie) - będą li tylko realizować dalekosiężne plany rządzących.

Chciałoby się zawołać: nikt nie może być pewien swego życia, zdrowia i majątku, dopóki obraduje parlament IV Rzeczypospolitej. Na szczęście dziś, latem, wołać jeszcze można, jeszcze można bić pianę i wkładać kij krytyki w rozpędzone szprychy omnipotentnej władzy. Jestem jednak pełen obaw, że jeśli ziszczą się marzenia szaroburej struktury politycznej nie będzie nam wolno kwestionować nieomylności premiera, polemizować z rozumem posła G. bądź też domagać się sprawiedliwości wobec wicepremiera L. Obym był złym prorokiem…