Słowo Olgierda

O Zycie

Opublikowany w polityka, przemyślenia by Olgierd w dniu wrzesień 9th, 2006

W sprawie lustracji Gilowskiej powiedziano już prawie wszystko. Konkluzje są następujące: Zyta spotykała się z przyjaciółką i jej mężem, a podczas tych spotkań gęba się jej nie zamykała. Opowiadała o wszystkim co ciekawe w jej życiu; kto zna Gilowską choćby z ekranu telewizyjnego (jak ja) stwierdzi, że na taką właśnie osobę pani minister wygląda. Z tych ploteczek esbek Wieczorek sporządzał ciekawe meldunki, które słał gdzie trzeba.

Wyrok, choć formalnie uniewinniający, jest mocnym ciosem w Gilowską. Zgadzam się tu jednak z kontestatorami ustnego uzasadnienia wygłoszonego przez sędzię Mojkowską - nie tak powinno to uzasadnienie wyglądać.
W pierwszym rzędzie należy zważyć, iż przy swej niezawisłości i niezależności przy orzekaniu sędzia jest związany konstytucją i ustawami. Sąd orzeka na podstawie obowiązującej jeszcze ustawy lustracyjnej i w tej mierze wszelkie uwagi odnoszące się do projektu nowej ustawy - możliwości zakwalifikowania Gilowskiej jako OZI oraz ogólnie surowej oceny jej postawy na gruncie przyszłego prawa - są nietrafne i moim zdaniem niezgodne z zasadami orzekania.
W uzasadnieniu było więcej publicystyki i zwykłego napominania niż jurydycznej oceny zachowań Zyty Gilowskiej w tamtym okresie. Co znamienne, zabrakło natomiast oceny działań Wieczorka i całego aparatu bezpieczeństwa.

Z wyroku jestem zadowolony, od początku wierzyłem Gilowskiej, że nie poszła na współpracę z SB. Jednak oprócz jednoznacznych wniosków, także odnoszących się do rzetelności papierów zgromadzonych przez dziesiątki lat inwigilacji setek tysięcy ludzi przez komunistycznych bandziorów, przyszła mi też na myśl smutna uwaga w odniesieniu do przyszłości lustracji pod rządami nowej - nieomalże zastosowanej przez sąd - ustawy.
Nie podoba mi się bowiem sytuacja kiedy człowiek może zostać napiętnowany (włącznie z obligatoryjnym zwolnieniem z pracy!) za to, że mniej lub bardziej świadomie kłapał dziobem w prywatnych rozmowach z esbekami.

Jeśli jednak mielibyśmy dalej iść tą ścieżką - oraz dopisać do porządku prawnego ustawę dekomunizacyjną (w wersji Ligii bądź PiS) - proponowałbym w pierwszym rzędzie zająć się Maciejem Giertychem wygłaszającym wiernopoddańcze adresy do Wojciecha Jaruzelskiego, bądź Wojciechem Jasińskim, którego bywsze układy z esbecją wydają mi się znacznie bardziej ciekawe.
Na to jednak - nie zdziwię się - rządzącej koalicji może nie starczyć sił i zapału.

Gierek’s not dead

Opublikowany w polityka by Olgierd w dniu wrzesień 9th, 2006

Głosowanie nad odwołaniem ministra Jasińskiego - które przerodziło się w konwentykl nad odwołaniem Wojciecha Mojzesowicza z funkcji szefa sejmowej komisji rolnictwa - dowiodło, że partia, o której do niedawna myślałem jako o dzierżącej ster w rządzie powinna zmienić nazwę na Pseudopryncypialność i Sprzedajność.

Z mimowolnym przerażeniem przekonałem się bowiem wczoraj, że w Polsce nie rządzi premier Jarosław Kaczyński lecz wicepremier Andrzej “Dyzma” Lepper. Wystarczało, że Samoobrona zagroziła poparciem dla wniosku o dymisję nieszczęsnego ministra Skarbu Państwa (w l. 70-tych członka PZPR i współpracującego z SB szefa wydziału spraw wewnętrznych w płockiej Miejskiej Radzie Narodowej), a PiS szybko i bez oporów zgodził się na ustąpienie Mojzesowicza. Cena dostępu do władzy jak widać nie jest wyższa niż konfitury.
Jednak apetyt Samoobrony rośnie wraz z jedzeniem. Już wcześniej oberwało się dr Kaczyńskiemu za (bardzo rozsądny!) postulat zmiany unijnych zasad dopłat do rolnictwa, teraz zaczyna się spór o budżet (Samoobrona potrzebuje środków na rozpieszczanie swoich wyborców), nowelę prawa telekomunikacyjnego (tu akurat przyklasnę Samoobronie, która nie zgadza się na 5-letni okres retencji danych) oraz nasilają się naciski na odwołanie Wildsteina z posady szefa telewizji.

Biorąc pod uwagę kiepską kondycję kręgosłupa moralno-politycznego PiS wszystko się może zdarzyć. W pierwszym rzędzie stawiałbym jednak na kontynuację polityki appeasementu. Z Zytą czy bez Zyty w rządzie, nie zdziwię się, jeśli wkrótce okaże się, że kotwica w wysokości 30 mld zł (wysokość horrendalna, nadal utrzymujemy państwo socjalne za pieniądze przyszłych pokoleń) może być bez ryzyka poluzowana o dodatkowe 3 mld (mamy wszakże wzrost, który można swobodnie przejeść). Podobny los może spotkać Wildsteina, który działaczem PiS nie jest i powoli staje się chyba zbyt kontrowersyjny nawet dla sympatyków tej partii.
W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem niewątpliwie byłyby przyspieszone wybory (do dziś mam żal do Tuska i Rokity, że kilka miesięcy temu nie zdecydowali się na to ryzyko). Niewątpliwym pozytywem będzie usunięcie Ligii z parlamentu, być może poważne osłabienie Leppera, którego notowania za kilkanaście miesięcy mogą poważnie rosnąć. Być może po wyborach PiS nawet razem z Samoobroną nie byłby w stanie zgromadzić 231 głosów i samodzielnie utworzyć rządu. To ryzyko oba stronnictwa muszą brać pod uwagę, ale jest to także potencjalne wyzwanie dla Platformy (i niemała odpowiedzialność).

Nie można jednak wykluczać, że ewidentny układ stojący za plecami Jarosława Kaczyńskiego - jak inaczej wyjaśnić taki upór i skłonność do poświęceń graniczących z ośmieszaniem się w obronie obecnego ministra Skarbu Państwa? - nie pozwoli na żadne ryzykowne eksperymenty. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że radykalizm obecnej władzy jest tylko na pokaz. Pożywką dla mas mają być hasła o IV RP, batalie o odsunięcie “Salonu”, wyskoki harcowników w rodzaju posła Kurskiego i zamęt wokół lustracji - żywią się tym media, nieustanne boje toczą zwolennicy i przeciwnicy PiS - ale sens władzy jak zawsze tkwi gdzie indziej.

Słowem: chodzi o biznes, o to, żeby odpowiednia osoba - skompromitowana, niekompetentna, ewidentnie skumana z SB - nadal kierowała kluczowym dla “pewnych biznesmenów” ministerstwem Skarbu Państwa. Dla osiągnięcia tego celu można wszystko i wydaje się, że pewien siebie Lepper doskonale wie o tej prawidłowości. Ma gwarancje, że może grać o wiele dla siebie, bo tak naprawdę władza jest skupiona nie na Mojzesowiczu i Wildsteinie, kotwicy budżetowej, lecz na konfiturach, których strażnikiem ma być minister Jasiński.

Jeśli tak jest - naiwni ci, którzy wierzą, że PiS jest wolny od naturalnych pokus władzy - możemy być pewni i trwałości obecnego sejmu, który jest kotwicą dla Jasińskiego, i dalszej eskalacji oczekiwań Leppera, dla którego gierek o władzę nastał dobry czas.
Możemy też już dziś obstawiać, że rząd dr Kaczyńskiego odejdzie w podobnej niesławie jak gabinet Leszka Millera, w którym konfiguracje biznesowe okazały się wyraźnie silniejsze od powiązań i zasad politycznych.
Zarzut to poważny ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że IV RP to przykrywka dla różnych dziwnych interesów. A jeśli komuś się wydaje, że skoro siedzi Dochnal, Pęczak i paru innych prominentów ery SLD to już mamy czystą politykę, odpowiadam - naiwności precz.