Po ptokach (Saddam Husajn, 1937-2006)
Dyktator został skazany na śmierć po kilkumiesięcznym procesie za ludobójstwo – wymordowanie tysięcy Kurdów u schyłku lat 80-tych ubiegłego wieku – chociaż trzeba przyznać, że zasłużył sobie na taki wyrok wielokrotnie: za wojnę z Iranem, za napaść na Kuwejt, za wymordowanie tysięcy Irakijczyków.
Husajn na śmierć zasłużył, tak też chyba odbiera to iracka ulica; podobny los powinien spotkać wszystkich drani XX wieku, którzy zdołali umknąć katowskiemu toporowi; w porządku alfabetycznym: Bokassa, Hitler, Idi Amin, Kim Ir-Sen, Lenin, Mao, Mobutu Sese Seko, Papa Doc, Pol-Pot, Stalin.
Nieliczne to przypadki kiedy sprawiedliwość zdążyła na czas. Należy się cieszyć, że Saddam został wpisany na listę straconych obok Nicolae Ceausescu.
(fot. na licencji GNU FDL za Wikipedią)
Wyborcza o Łysiaku
Gazeta Wyborcza wzięła na tapetę Waldemara Łysiaka – pierwsze pióro Czwartej Rzeczypospolitej o Trzeciej Rzeczypospolitej – przyrównując go zresztą, całkiem trafnie, do barona Münchhausena. Diabli wzięli miłośników pisarza, jednak krytyce poddano, a jakże, samą Wyborczą, nie ma jednak ani słowa odniesienia do zarzutów Czuchnowskiego.
Pal licho, niech mu będzie.
Osobiście nie przepadam za Łysiakiem, nie widzę w nim ani Wielkiego Pisarza, ani Wielkiego Polaka, ani nic. Proszę mi wybaczyć, może nie jestem szczególnie oblatany w takiej literaturze ale po prostu pachnie mi to grafomanią. Troszkę stylizował się na Tyrmanda, troszkę konfabulator (o tym, że PRL nie tępił Łysiaka można się dowiedzieć z Wikipedii – daty publikacji jego książek mówią same za siebie).
Niewątpliwy znawca epoki napoleońskiej przeistoczył się w troszkę takiego śmietnikowego skrybę, co to jak nie ma o czym napisać to pisze o tym co napisali inni. Normalnie na takiego gościa mówi się “krytyk” ale ten akurat krytyki sam się nie boi.
Dowód? Książka “Rzeczpospolita kłamców. Salon“, o którą mam do Łysiaka trochę żalu, w której – nie mając właśnie nic do napisania od siebie – powrzucał ludzkie nazwiska (w tym moje) z niewybrednymi epitetami:
Kolejny antysemita, O. M. Rudak: „Wobec swoich czytelników «Gazeta Wyborcza» posługuje się wrednymi uproszczeniami i kłamstewkami”
Za diabła nie wiadomo skąd cytat wzięty-wycięty – nie zgadniesz czytelniku Pierwszego Pióra Czwartej Rzplitej gdzie to było, w jakim kontekście, no i dlaczego u licha antysemita?! Grunt, że coś na papier pacło, książka wydana, wierszówka wzięta, kto będzie pytał o szczegóły i detale??
No cóż, czekam na komentarze od łysiakofiów. Oberwie mi się, normalka.
Gerald Ford (1913-2006)
Zmarł Gerald Ford (właśc. Leslie L. King jr.), 38. prezydent USA (1974-1977), 40. wiceprezydent (u boku Nixona, 1973-1974).
Postać niekontrowersyjna mimo podjęcia niezwykle kontrowersyjnej decyzji o ułaskawieniu Richarda Nixona. Nominację na wiceprezydenta (po odwołaniu Spiro Agnew) uzyskał w zasadzie wyłącznie wskutek swojej bezbarwności, a następnie – po ustąpieniu zamieszanego w aferę Watergate Nixona – wprowadził się do Gabinetu Owalnego, stając się w ten sposób jedynym gospodarzem Białego Domu, który nigdy nie wygrał żadnych wyborów (wybory z listopada 1976 r. przegrał z także średnim prezydentem – Jimmym Carterem).
W polityce wewnętrznej doprowadził Stany do głębokiego kryzysu gospodarczego (z którego dźwignął je dopiero Ronald Reagan), w polityce zagranicznej zwolennik ułożenia stosunków z Breżniewem (stąd jego stwierdzenie “nie sądzę aby Polacy czuli się zdominowani przez ZSRR”).
PS tym razem notka biograficzna w Gazeta.pl nie jest zerżnięta z Wikipedii. Znaczy uczą się chłopcy.
PS2 chyba dorzucę nową kategorię w blogasku: nekrologi.
James Brown (1933-2006)
Zmarł James Brown, niezły muzyk, genialny szołmen, ojciec muzyki funk.
Uwielbiam jego żywiołową muzykę – mieszankę soulu, gospel i blusa – bez której nie byłoby ani Jimiego Hendriksa, ani przełomu w twórczości Milesa Davisa (“On the Corner”), Prince’a ani części hiphopu (tej lepszej). Pewnie nie byłoby też Michaela Jacksona i Beyonce – ale nad tym nie płakałbym.
Na marginesie: o sprawie dowiedziałem się z serwisu Gazeta.pl, żeby się przekonać, że redaktorzy (czy to PAP, czy mc?) zerżnęli 3/4 hasła z Wikipedii. Wystarczy porównać.
20 procent
Mija właśnie rok od zaprzysiężenia Lecha Kaczyńskiego na urząd Prezydenta RP.
Rocznica wymagałaby jakiegoś podsumowania ale… w zasadzie niewiele jest do podsumowania. Kaczyński wygląda jakby źle się czuł w garniturze prezydenta; ot typowy profesorek wyrzucony poza ulubioną katedrę. Brak mu zarówno łatwości odnalezienia się w każdej sytuacji Aleksandra Kwaśniewskiego (niektórzy mogą uznać to za jego plus), ale i nie potrafi tak kształtować rzeczywistości jak Lech Wałęsa.
Bladości obecnej kadencji nie jest w stanie nawet przykryć energiczna polityka jego brata, zwłaszcza, że mnóstwo z tej pary idzie w gwizdek bądź jest przykrywane przez rumiane lico Andrzeja Leppera.
Wizerunek prezydentury Lecha Kaczyńskiego niewątpliwie traci na konieczności borykania się ze skutkami decyzji Jarosława Kaczyńskiego: współodpowiedzialność za koalicję rządową, kiepska polityka zagraniczna (począwszy od minister Fotygi, nieszczególne stosunki z Niemcami jak i nieumiejętność przekonania społeczeństwa do ważnej i odważnej decyzji posłania wojsk do Afganistanu).
Wydaje się, że szansą dla Kaczyńskiego byłoby – paradoksalnie – odsunięcie od władzy jego brata. Wówczas miałby szansę bądź uwolnić się od wpływów brata i zająć się budowaniem wizji własnej prezydentury (troszkę późno ale zawsze coś), bądź – gdyby zdecydował się nadal realizować polityczne plany Jarosława – zdobyć realne wpływy w ruchu sprzeciwu wobec kolejnego rządu.
Na dziś – po 10 latach zmarnowanej prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego – pozostaje nam tylko się cieszyć, że rok nie wyrok a dwa lata jak dla brata. Za nami 20 procent kadencji Lecha Kaczyńskiego i jakieś 20 procent poparcia dla urzędującego prezydenta.
Smutne ale prawdziwe.






5 komentarzy