Słowo Olgierda

Skrzypek na dachu

Opublikowany w polityka by Olgierd w dniu styczeń 11th, 2007

Dziękuję Bogu za wybór dokonany 10 stycznia 2007 r. przez sejm, który namaścił Sławomira Skrzypka na stanowisko Prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Dziękując za ten wybór nie możemy pozostać obojętni na fakt, że jesienią 2005 roku Naród Polski w siłę zespolony (i nie w ciemię bity) dokonał właściwego wyboru, przez co prezydentem Rzeczypospolitej został Najjaśniejszy Pan, Lech Kaczyński.
Nie byłoby Sławomira Skrzypka, nie byłoby deubekizacji NBP gdyby Najjaśniejszy Pan w przypływie swej niekwestionowanej mądrości i przebiegłości nie wysunął tej genialnej kandydatury.

Oczywiście, będą mówić złośliwi i liberałowie, że Sławomir Skrzypek nie gwarantuje ani niezależności kierowanego Banku (powołując się na skompromitowaną burżuazyjną teorię prymatu kapitalistycznego kapitału nad pracą), a także, że nie ma doświadczenia w kierowaniu tego rodzaju jednostkami. Na taką potwarz można odpowiedzieć wyłącznie stanowczym NIE - a dowodem niechaj na to będzie, że szalę przeważył osobisty kontakt Najjaśniejszego Pana Prezydenta z Jaśnie Paniczem Premierem.
Czy jest gdzieś bowiem zapisane, że szeregowi pracownicy Prawa i Sprawiedliwości mają się powstrzymać przed zajmowaniem kierowniczych stanowisk w państwie tylko dlatego, że tego chce Michnikowszczyzna?! Odpowiadam: nie, nigdzie nie jest zapisane, chociaż niektórzy chcieliby to zapisać, ale tego nie zapiszą, ponieważ rękę, która będzie chciała to napisać władza odrąbie.

Dziękujemy zatem, że Najjaśniejszy Pan raczył wysłuchać głośnych próśb Narodu i powołał Pana Sławomira Skrzypka na należne mu od lat stanowisko, stanowisko, które - nie bójmy się tego podkreślić! - zajmował dotąd (nie bójmy się tego powiedzieć wprost: okupował) Balcerowicz Leszek z Unii Wolności (jej były przewodniczący). W ten to sposób Najjaśniejszy Pan wysłuchał próśb Narodu o zapobieżenie hańby i hańbie tej zapobiegł.

Godzi się w tym miejscu wspomnieć, że nieprawdą jest, jakoby Prawo i Sprawiedliwość przehandlowało stanowiska w radzie nadzorczej TVP w zamian za poparcie kandydatury Pana Sławomira Skrzypka. Pan prezes Wildstein jest doskonałym prezesem telewizji publicznej, ma pełne poparcie Komitetu Politycznego oraz KC PpS, cieszy się niegasnącym zaufaniem Najjaśniejszego Pana i Jego Brata i nie musi się niczego obawiać. Jeśliby się jednak okazało, że pokładane w nim nadzieje odbiegają od obrazu sytuacji klarującego się w ekranach telewidzów, należy pamiętać, że zawsze można sięgnąć po Pana Kazimierza Marcinkiewicza, który nie musi pracować w bankowości, choćby nawet chciał, bo uzyskane przez niego kwalifikacje predystynują go do zajmowanie każdego prawie stanowiska w Państwie Polskim (z wyjątkiem Urzędu piastowanego obecnie przez Najjaśniejszego Pana, oczywiście).

Powiedzmy sobie szczerze: nie musimy się wstydzić wyboru Pana Sławomira Skrzypka, a złośliwym, którzy zamierzają wkładać kij w mrowisko bądź w szprychy tej doskonale funkcjonującej maszynerii odpowiadamy: ręce precz od Najjaśniejszego Pana, Jego Brata, Jego Rodziny, Jego Przyjaciół i Współpracowników Jego.

Ostatnie słowo o agentach w sutannach

Opublikowany w polityka, przemyślenia by Olgierd w dniu styczeń 11th, 2007

No to jeszcze raz, prostymi zdaniami (miał być komentarz pod “Małpą z brzytwą” ale lepiej będzie chyba rzecz wyrzucić na wierzch:

1) najważniejszym zadaniem SB wobec Kościoła były: kompromitacja, dezorganizacja, wprowadzenie zamętu i podziału wśród wiernych, wszystko to w celu osłabienia jego “zdolności opozycyjnej”;

2) wszyscy kapłani-agenci byli potrzebni o tyle, o ile można było ich podporządkować celowi jak powyżej, utrzymywanie agentury w hierarchii tylko po to, aby wiedzieć o czym rozmawiają biskupi było pożyteczne, ale z pewnością publiczne zgorszenie najlepiej służyłoby naczelnemu założonemu celowi;

3) sama w sobie nominacja abp Wielgusa nie spełnia w.w. założenia - natomiast zamieszanie związane z faktem ujawnienia jego przeszłości w doskonały sposób realizuje cele i interesy komunistycznej służby bezpieczeństwa;

4) oznacza to - co wiemy z przeszłości - że SB potrafi zarówno celowo spalić swojego agenta (aby wywołać zamęt), jak i spreparować kompromitujące materiały; dlaczego teczka Kaczyńskiego jest sfałszowana, teczka Gilowskiej niewiarygodna - a teczki osób niewygodnych funkcjonariuszom PpS hiperwiarygodne?

Podsumowując czas na pytanie - moim zdaniem retoryczne: więcej Kiszczak i przewracający się w grobie z radości Kliszko zyskaliby na tym, że Wielgus zostałby arcybiskupem warszawskim, czy na obecnym stanie rzeczy?