Książę Harry jedzie do Iraku
Martwimy się poziomem naszej władzy, rozprawiamy o odwadze ministra Ziobry, który wie jak nawrzucać prof. Stępieniowi, podziwiamy chojraków-wajraków przywiązanych do drzew opodal Augustowa. Wszystko to nic.
Oto przyszły król Polski - to będzie chyba Henryk III Angielski - a dziś jeszcze Henry Charles Albert David Mountbatten-Windsor zamiast siedzieć w domu i zbijać bąki pojedzie do Iraku wraz ze swą jednostką kawalerii pancernej.
Przyznam, że ten młody człowiek podoba mi się coraz bardziej. Brytyjczyczy mają swoje skandale, mają swoją opinię publiczną, która chce republiki (kiedyś już mieli i szybko ją pogonili), ale mają też swoje elity, które potrafią dać przykład.
Jak wiecie jestem zwolennikiem udziału polskich wojsk w operacjach w Iraku i Afganistanie. Byłoby jednak miło gdyby udział w nich wzięła choćby córa Najjaśniejszego Pana, niekoniecznie na pierwszej linii, ale choćby jako sanitariuszka.
Coś mi jednak mówi, że podobnie jak nasza polityka spsiała to i odwaga staniała.
Konkurs filmowy
Drodzy moi mili.
Ponieważ nie wiem ilu z Was zagląda na mój “poważniejszy” projekt blogaskowy postanowiłem zaanonsować konkurs filmowy, który właśnie byłem tam ogłosiłem i tutaj.
Nagrody są nienajgorsze, a nawet jeśli komuś się nie podoba - można zobaczyć fragmencik filmu, który mi się zdecydowanie podoba :-)
Rospuda
W sprawie Rospudy mam mieszane uczucia, co zresztą już sygnalizowałem.
Nie ma nic fajniejszego niż kawałek zielonej trawki porośniętej drzewkami i szemrząca obok rzeczka, w której
wesoło kumkają żabki, a na polance obok radośnie pląsają dziewicze rusałki… rozmarzyłem się ;-)
Nie ma też chyba nic straszniejszego niż codzienna obawa, że kolejny tir przewalający się przez miasteczko zahaczy mnie czy mojego bliskiego. Jeśli taki stan zagrożenia trwa latami - nie ma się co dziwić, że mieszkańcy Augustowa są już zdesperowani i chcą wreszcie wygonić ciężarówki za miasto.
Większość ekologów to przeintelektualizowane mieszczuchy. Podtruci spalinami, ratujący oczy zamęczone czytaniem setek książek marzą o ucieczce za miasto; część z nich marzenie to realizuje (i tym zazdroszczę jak cholera). Ale część widuje krzaczki tylko podczas weekendowego wypadu za miasto. Nie dziwię się im, że chcieliby mieć gdzie wypaść i co obejrzeć za tym miastem. Jeśli mogę pojechać 10 km i być w fajnym lesie albo jechać 50 km i być w fajnym lesie to na dłuższą metę wolę jechać 10 km.
Z drugiej strony łatwo skoczyć pod gmach ministerstwa i postać nawet ze dwie godzinki z plakatami. Wrócą do domu bezpiecznym metrem i obejrzą telewizyjną relację z “blokady”, której uczestnicy - poubierani w obrandowane ciuchy (wiem, bo sam mam takie same) - mogą w każdym momencie wrócić do Warszawy, Krakowa, Poznania czy Wrocławia.
A mieszkańcy Augustowa zostaną sami ze swoimi tirami. Zanim doczekają się wytyczenia drogi dookoła, zanim przeprowadzi się wszelkie niezbędne procedury w tych dodatkowych 10 wioskach, zanim znajdzie się kasa na dodatkowe naście kilometrów asfaltu… Wiadomo.
W sprawie - na marginesie, ale to też ważne - są dwa paranoiczne motywy. Najpierw słyszymy, że odważni chłopcy od Kamińskiego wzięli się za białostocką GDDiA. No dobrze, myślę sobie, nie ma rząd jak wybrnąć z opresji, nawet sprzeciwy Mamy Pana Gosiewskiego nie pomogą, Najjaśniejszy Pan też jest przeciw ale przecież on panuje ale nie rządzi, Unia E. jest przeciw, ale Najjaśniejszy Panicz i jego NadSzyszkownik nie mogą tak łatwo się poddać - więc wysyła się CBA aby inwestycji łeb ukręcić.
A dziś okazuje się, że policja dostaje polecenie rozpracowywania środowisk taterników (wróć: ekologów), czyli już niedługo możemy się spodziewać kolejnej afery pt. inwigilacja legalnie działających organizacji pozarządowych.
To tylko tak, na marginesie. Bo już mnie głowa od tego wszystkiego co się dzieje boli.

