Józef Oleksy - szczerość godna podziwu
Z taśmami Oleksego mam pewien kłopot. Bo chciałbym się oburzać - ale choćbym nie wiem jak się zaparł, nie mogę wydobyć z siebie choćby jęku oburzenia.
Trudno bowiem wierzyć Józefowi Oleksemu i jego przyjaciołom prowadzącym działalność polityczną pod firmą SLD. Jest to oczywiste dla każdego, nawet jeśli nie sięga pamięcią w epokę pezetpeeru: wystarczy przypomnieć sobie lata 1993-97, czyli czas “pierwszej koalicji” Sojuszu i PSL, aby stracić wszelkie złudzenia.
Późniejsza epoka Leszka Millera, Aleksandry Jakubowskiej i Roberta Kwiatkowskiego (ten ostatni jest dla mnie symbolem eseldowskiego żenuła) to okręt podwodny sięgający głębin tragedii. Korupcja, Kolesiostwo, Prywata - te trzy muzy patronowały rządom SLD w natężeniu, jakiego politycy PiS mogą tylko pozazdrościć.
W tym sensie podziwiam Oleksego, którego stać było w rozmowie z Gudzowatym na szczerość. Owszem, były premier i marszałek Sejmu był świadom - co wynika z nagrań - własnej niewiarygodności politycznej (być może nie wierzył wówczas nawet w rezultat procesu lustracyjnego?), jednak taka stara wyga rzadko chlapie coś przez przypadek. Zwłaszcza, że jak się okazuje, podejrzewał, że rozmowy są nagrywane.
Dlatego jestem też prawie pewien, że Oleksy opowiadał zbratanemu z lewicą biznesmenowi rzeczy, o których miał całkiem niezłą wiedzę. Biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze parę lat temu Kwaśniewski musiał brać kredyt na wpis w sprawie sądowej przeciwko “Życiu” może dziwić dynamika wzrostu jego aktywów. Podobnie nie dziwi mnie opinia o innych prominentnych politykach Sojuszu, przecież od lat było widać, że pozorny monolit wyłącznie skrywa obraz gryzących się po kostkach, rozjuszonych i serdecznie się nienawidzących rywali (czy ktoś jeszcze pamięta styl w jakim Millera odwołano ze stanowiska przywódcy SLD?)
Oleksy z pewnością ma w rękawie jeszcze więcej rewelacji - jak każdy polityk tego formatu - i chociaż nie wiemy (jeszcze?) co jeszcze jest na nieujawnionych dotąd nagraniach, możemy być pewni, że w obozie lewicy zapanowała gorączkowa nerwowość. Istnieje bowiem ryzyko, że doszczętnie pognębiony, wyrzucony poza nawias były prominent zacznie się mścić, a na to nie może pozwolić sobie żadna partia, zwłaszcza, jeśli liczy na rychły powrót do władzy.
Warto dwa zdania poświęcić Aleksandrowi Gudzowatemu. To dziwna postać z pogranicza biznesu i polityki, przy czym zwykł on co parę lat zmieniać swe sympatie polityczne: ongiś hojną ręką wspierał Lecha Wałęsę, aby później przejść do obozu Sojuszu Lewicy Demokratycznej, natomiast obecnie wyraźnie zaczyna lawirować w kierunku kręgów PiSowskich.
Trudno zatem przypuszczać, aby wcześniejsze ujawnienie nagrań Adama Michnika i obecna afera Oleksego były czymś innym niż podlizywaniem się Kaczyńskim oraz ministrowi Ziobro.

