Prawo i Sprawiedliwość: projekt na wskroś lewicowy
Wizja państwa według braci Kaczyńskich to projekt na wskroś lewicowy - wynikający z postjakobińskiej ideologii, etatystycznej koncepcji “silnego państwa” oraz wiary w skuteczność scentralizowanej władzy “komisarzy Republiki”.
Od jakiegoś czasu coraz bardziej warto czytać “Rzeczpospolitą” (niestety, ze smutkiem konstatuję, że “Wyborcza” w walce z “Der Dziennikiem” niebezpiecznie zbliża się do jego poziomu). A w czwartkowej “Rzepie” ciekawy tekst Jacka Bartyzela Na gruzach “rewolucji moralnej”, w którym ten zwolennik tradycjonalistycznej prawicy bezlitośnie obnaża pustkę ideową i zakłamanie polityki Prawa i Sprawiedliwości (”Rz” nr 75 z 29 marca 2007 r.).
Opisując program braci Kaczyńskich Bartyzel odwołuje się do koncepcji filozofa Hansa Vaihingera, który stworzył koncepcję fikcjonalizmu, w którym liczy się nie to jaki świat jest naprawdę, lecz jaki się nam wydaje. W tym układzie - pisze Bartyzel - Prawo i Sprawiedliwość jest partią “jak gdyby” konserwatywna i prawicowa, a jej “rewolucja moralna” wyłącznie udaje kontrrewolucję.
Tymczasem faktycznie - mówi autor - ugrupowanie to
wpisuje się w ultrademokratyczną metanarrację ideologiczną, której ojcem założycielem był Rousseau, a pierwszymi praktykami francuscy jakobini. Jądrem tej ideologii jest wczesnonacjonalistyczna (w literaturze naukowej nazywana nacjonalitaryzmem) koncepcja suwerennego i “uzbrojonego” (”do broni obywatele!”) ludu - narodu, którego rewolucyjna awangarda, patriotyczna i nieprzekupna, heroicznymi aktami woli poskramia wrogów Republiki, zdrajców i złodziei.
Bartyzel podkreśla, że miła sercu Jarosława i Lecha Kaczyńskich koncepcja “silnego państwa” nie ma nic wspólnego z prawicowym - konserwatywnym - zasobem programowym oraz ideologicznym, natomiast odpowiada wyłącznie normom XIX-wiecznej skrajnej lewicy, od Gambetty do Clemenceau.
Niechęć współczesnej, nowoczesnej, europejskiej lewicy do rządów Prawa i Sprawiedliwości tłumaczyć można wyłącznie ewolucją lewicy, która od socjaldemokracji przechodzi nawet na pozycje socjalliberalne; tymczasem PiS - chciałoby się dodać - tkwi w okowach socjalizmu lat 30-tych ubiegłego stulecia.
Owszem, konserwatywna i tradycjonalistyczna prawica może współpracować z paleosocjalistami - mówi Jacek Bartyzel - aczkolwiek wyłącznie na płaszczyźnie konkretnych zazębiających się interesów. I tak francuscy monarchiści podejmują współpracę z Klubem Jakobinów, a to dlatego, że i jedni i drudzy są zwolennikami suwerennej polityki państwa.
Jednakże Prawo i Sprawiedliwość mimo pozornie prawicowej i patriotycznej retoryki podejmuje rozmowy o zgubnej koncepcji Konstytucji Europejskiej, a także sprzeciwia się projektowi zmian w konstytucji zmierzających do wzmocnienia ochrony życia.
Opinia Jacka Bartyzela odpowiada temu, co próbuję - z mizernym skutkiem - wyjaśnić Czytelnikom tego bloga, a także przekazać w komentarzach na wielu innych, zwykle “prawicawych” blogach. PiS nie jest partią prawicową, program Kaczyńskich odpowiada poglądom przedwojennych socjalistów, a jego nasączenie etatyzmem, centralizmem i wiarą we wszechmądrość powinny dyskwalifikować to ugrupowanie w oczach każdego sympatyka prawicy.


“prawicawe” to pomyłka czy palec Boży, jak z “siarkawy” czy “naukawy”
a Bartyzel to jednak Wariat, chociaż przez duże Wu
zawsze się dziwnie czuję, gdy go czytam, bo robi na mnie wrażenie erudyty, ale to dlatego, że czytał inne rzeczy niż ja
a generalnie to jest coś w rodzaju prof. Bocia z WPiA z uniwerka wrocławskiego, głoszącego prawdy objawione dla studentów pierwszego roku - po wierzchu fantazja, co za pomysły, jakie obycie literackie…
tylko trzeba się zastanowić
Prawo i Sprawiedliwość: projekt na wskroś lewicowy
"Wizja państwa według braci Kaczyńskich to projekt na wskroś lewicowy - wynikający z postjakobińskiej ideologii, etatystycznej koncepcji "silnego państwa" oraz wiary w skuteczność scentralizowanej władzy "komisarzy Republi…
Ja bym przestał się czepiać tego, czym jest PiS. Prawica/Lewica to pojęcia umowne i należy brać przy ich uwzględnianiu kontekst danego kraju. Podobny problem był z AWS. Rzeczywiście, jeżeli człowiek porówna PiS z partiami zachodniej europy to można się pogubić. Jednak my żyjemy w Polsce i powinniśmy oceniać partię przez pryzmat naszego kraju. A że ich poglądy są bez sensu to już inna bajka…
>> krzysiu
Ja bym przestał się czepiać tego, czym jest PiS…
a ja bym się nie przestał. a nawet więcej.
krajowa PL “Lewica” (a w tym i PiS)
– kompromituje idee lewicy; sprowadzając je do zawłaszczania
(= przez grupkę lub Partię; gospodarki — lub Etatów…)
a “ideolodzy” PiS dodatkowo — ośmieszają konserwatyzm, sugerując, że ta właśnie jakobińska, bolszewicka partia = nim jest.
(taki np. stalinizm też miał pewne powierzchowne i głębsze cechy quasi-konserwatywne; np. neoklasycyzm socrealizmu w architekturze, pochwała realizmu w malarstwie…)
nazwom, pojęciom… warto przywracać pierwotne znaczenia (jednak); choćby tylko dla przyjemności dyskusji.
a bo inaczej — to PRZEKRZYKIWANE się jest.
=> Kuszelas: zarówno “prawicawy” jak i “naukawy” to takie “mylne błędy”, które są li tylko zabiegiem literackim Autora. Intencja oczywista.
Porównać Bartyzela do Bocia… ryzykowne ;)
=> krzysiu: jednak rzeczy po to mają nazwy, żeby je chociaż starać się nazywać. Mamy pewne desygnaty pojęć i możemy sobie przyrównać: czy centralizm i pranie mózgu czy niekoniecznie.
Mógłbym dodać, że lewica jest zawsze wrogiem wolności, ale na ten temat już było tu pranko ;-)
=> makowski: ja chyba nie przepadam za przykładaniem miar politycznych do sztuki. Socrealizm w architekturze - jego monumentalność - chyba po prostu była efektem czasu, podobnie jak identyczne nurty u Hitlera. Podobnie jak wcześniejsza secesja (uwielbiam Pragę czeską).
>> Olgierd
a jednak rewolucyjny futuryzm 1-szych lat Rewolucji (faszystowskiej we włoszech; czy bolszewickiej - tfu!;-) w rosji
– został zastąpiony neoklasycyzmem stalinowskich urzędników. tak więc socrealizm nie był efektem czasów; a decyzją polityczną.
(zintegrowaną, moim skromnym — ze stylem rządzenia…)
albowiem Lewica bywa postępowa TYLKO do momentu dojścia do Władzy; od tego momentu robi się dziwnie zachowawcza…
(mówię tylko o Architekturze;-))
O tym pisal prof. Jan Winiecki (Wprost, Zalatwione odmownie) juz dwa lata temu. Jeszcze przed wyborami. Nazwal ich wtedy wierzaca lewica.
“Polsce potrzebna jest koncepcja kontroli państwowej, która obejmuje wszystkie dziedziny życia publicznego, nie pozostawiając sfer niczyich” Powyższe zdanie to cytat z Jarosława Kaczyńskiego. Jak dla mnie to na kilometr “śmierdzi” lewicą.
Tak a propos Olgierdowego: “lewica jest zawsze wrogiem wolności”.
No i właśnie, Palooh, o tym też mówię ja - i napisał Bartyzel: władza, która chce wiedzieć i widzieć wszystko i we wszystko wściubia swój nosek nie jest władzą prawicową.
“Lewica” i “prawica” miały i mają różne znaczenia w różnych miejscach i czasach, ale chyba nigdy i nigdzie nie było w powszechnym użyciu takiego rozumienia?
Te wszystkie śmieszne prawa penalizujące np. homoseksualizm czy stosunki analne to raczej sprawka prawicy niż lewicy…
Olgierd> jednak rzeczy po to mają nazwy, żeby je chociaż starać się nazywać.
Każdemu UPR-owcowi, który ma z podziałem lewica-prawica problem proponuję: dzielcie naszych polityków tak jak siedzą w Sejmie. Kto po lewej ten lewica kto po prawej ten prawica. Liczy się autoidentyfikacja. Programów i tak nikt nie realizuje.
Haha, Vertok, z tym sejmem też był problem - przypomnij sobie izbę 1993-1997 gdzie na prawo siedzieli panowie z PSL ;-)
Olgierd>gdzie na prawo siedzieli panowie z PSL.
Wtedy to oni byli “parlamentarną prawicą”:>>. Poza paroma zabłąkanymi KPN-owcami i BBWRowcami nie miałby kto po tej prawej stronie siedzieć (No może jeszcze kilku Udeków, ale nie wszyscy:)).
No więc właśnie, jeśli będziesz przykładał miarę do aktualnego rozdania w parlamencie to może się zdarzyć, że albo nie będzie w nim w ogóle prawicy albo w ogóle lewicy - zaś dopóki nasza izba w półkole jest wpisana, to nie da się towarzystwa inaczej porozsadzać ;-)