
Jest takie miejsce na obrzeżach Wrocławia, że konie biegają, w pobliżu ludzie się trwale unieszczęśliwiają (ściśle — odbywają się tam wesela), człowiek na klęczkach wypatruje robactwa między źdźbłami trawy, a nad głowami… ziuuuut samoloty pędzą.
Ten mi się spodobał, to pokazuję.