Słowo Olgierda

Plan Pięcioletni (2012)

Opublikowany w przemyślenia by Olgierd w dniu kwiecień 19th, 2007

Niezdecydowanym bądź nieczytającym polecam własny tekst o Euro 2012. Albo może i nie tyle Euro ile mojemu sceptycznemu spojrzeniu na nasze możliwości, szanse i nadzieje.

Zdjęcia niezłej sztuki ;-)

Opublikowany w przemyślenia, psy by Olgierd w dniu kwiecień 16th, 2007

Bez zbędnych tłumaczeń, kilka zdjęć mojego AWD psa z soboty i niedzieli:


(więcej…)

Największy sukces braci Kaczyńskich

Opublikowany w polityka, przemyślenia by Olgierd w dniu kwiecień 12th, 2007

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości jaki będzie największy sukces rządów braci Kaczyńskich, nie powinien się dłużej łudzić. Właśnie powrót do polityki zapowiedział Aleksander Kwaśniewski, można zatem przypuszczać, że pod jego egidą nastąpi triumfalna restauracja “starych towarzyszy” z SLD z lekka wspieranych kwiatkami u kożucha - czyli popłuczynami po Demokratach.pl.

Oczywiście, zapewnienia byłego prezydenta, że nie będzie tworzył nowej struktury - bez względu na to, czy miałaby to być jeszcze jedna partia polityczna, czy też jakaś forma “ruchu społecznego” z patronatem Kwaśniewskiego - można wziąć za dobrą lub złą monetę, w zależności od tego co komu leży na sercu. Partia polityczna, nawet jeśli miałaby się opierać na filarze w postaci Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz socjaldemokratycznej i centrolewicowej resztówki byłaby raczej niewdzięcznym materiałem do odbudowy pozycji “ukochanego przywódcy”.

Po pierwsze projekt taki wymaga jeżdżenia po kraju i mozolnego budowania struktur od powiatów oraz spotykania się z wyborcami w gminnych ośrodkach kultury, zaś Kwaśniewski chyba chętniej widywałby się dziś z koronowanymi głowami i sekretarzami generalnymi ONZ, niż starostami. Po drugie istnieje ryzyko, że oferta polityczna spotka się z chłodnym przyjęciem, zaś mozolnie budowany autorytet (10 lat uników i chowania się w Pałacu) rozpełznie w błocie bieżącej polityki.
Wydaje się, że Kwaśniewskiemu o wiele bardziej odpowiadałaby rola patrona, który z wyżyn swego majestatu dogląda swoich owieczek i mądrym głosem udziela rad Narodowi - w tym nie różni się ani o jotę od Jarosława Kaczyńskiego - z lekka wsparty o sympatyczną mu partię polityczną.

Problem z nową partią polegać też może na tym, że ciągną do niej ponoć politycy lekko wysadzeni z siodła bądź zwykle mocno dystansujący się od robienia “prawdziwej polityki”. Andrzej Olechowski ma ten feler, że zawsze chciał być “drugim Kwaśniewskim” - mówię to z lekkim bólem, bo uważam tego gościa za postać sympatyczną - jednak do roboty też się średnio nadaje. Natomiast na osobę Pawła Piskorskiego i Marka Ungiera to bezpieczniej będzie spuścić zasłonę milczenia…

Sęk w tym, że żaden z prezentowanych wariantów nie musi oznaczać dla Kwaśniewskiego spełnienia jego marzeń. I to pewnie dlatego z taką ochotą pognał do Kijowa aby pomóc rozwikłać problemy Ukrainy: znów znalazł się w epicentrum zdarzeń, które śledzi cały świat (flesze błyskały, oj błyskały!), a tego żadna polska partia mu nie zapewni.

Tak czy inaczej jeśli LiD - któremu afera z taśmami Oleksego raczej nie zaszkodziła (sympatycy tej parii znają te klimaty bardzo dobrze i nie mogli poczuć się ani zdziwieni ani oburzeni - to tak jakby elektorat Leppera usłyszał chamską odzywkę ich idola) - albo to co wyłoni się z LiD po recydywie ekipy Millera i Dyducha (warto też zauważyć, że comeback zapowiada J. Wiatr!) wystartuje w wyborach pod patronatem Kwaśniewskiego, będzie poważną alternatywą dla PO i PiS. Do wyborów jeszcze przeszło dwa lata, czyli 24 miesiące zbierania fruktów władzy, a tego elektorat tradycyjnie nie lubi.

Szkoda, że katalizatorem decyzji - publicznie mówi o tym sam Kwaśniewski - ma być właśnie polityka braci Kaczyńskich. Szkoda w tym sensie, że przestrzegałem sympatyków koalicji rządzącej, że efektem rozrabiactwa będzie właśnie restytucja “poprzednich sił” i powrót do głosu starych towarzyszy.

Niestety - tu miejsce na dość osobistą dygresję - kilka gorzkich słów mam też pod adresem Donalda Tuska, którego horyzonty polityczne sięgają nie dalej jak wizji koalicji z SLD. W ten to sposób wychodzi na to, że za dwa lata mogę mieć problem z sensownym oddaniem głosu. W 2005 r. głosowałem na Platformę (ściśle, co podkreślam: na Bogdana Zdrojewskiego - który jako poseł jest dla mnie rozczarowaniem), licząc jednak na koalicję PO-PiS - byłem bowiem pewien, że osobne rządy tak Platformy jak i PiS skończą się okresem błędów i wypaczeń.

Powered by ScribeFire.

Po świętach

Opublikowany w przemyślenia by Olgierd w dniu kwiecień 10th, 2007

Nareszcie po świętach. Zobaczcie zresztą sami.
(więcej…)

Prawo i Sprawiedliwość: projekt na wskroś lewicowy

Opublikowany w media, polityka, przemyślenia by Olgierd w dniu marzec 31st, 2007

Wizja państwa według braci Kaczyńskich to projekt na wskroś lewicowy - wynikający z postjakobińskiej ideologii, etatystycznej koncepcji “silnego państwa” oraz wiary w skuteczność scentralizowanej władzy “komisarzy Republiki”.

Od jakiegoś czasu coraz bardziej warto czytać “Rzeczpospolitą” (niestety, ze smutkiem konstatuję, że “Wyborcza” w walce z “Der Dziennikiem” niebezpiecznie zbliża się do jego poziomu). A w czwartkowej “Rzepie” ciekawy tekst Jacka Bartyzela Na gruzach “rewolucji moralnej”, w którym ten zwolennik tradycjonalistycznej prawicy bezlitośnie obnaża pustkę ideową i zakłamanie polityki Prawa i Sprawiedliwości (”Rz” nr 75 z 29 marca 2007 r.).

Opisując program braci Kaczyńskich Bartyzel odwołuje się do koncepcji filozofa Hansa Vaihingera, który stworzył koncepcję fikcjonalizmu, w którym liczy się nie to jaki świat jest naprawdę, lecz jaki się nam wydaje. W tym układzie - pisze Bartyzel - Prawo i Sprawiedliwość jest partią “jak gdyby” konserwatywna i prawicowa, a jej “rewolucja moralna” wyłącznie udaje kontrrewolucję.

Tymczasem faktycznie - mówi autor - ugrupowanie to

wpisuje się w ultrademokratyczną metanarrację ideologiczną, której ojcem założycielem był Rousseau, a pierwszymi praktykami francuscy jakobini. Jądrem tej ideologii jest wczesnonacjonalistyczna (w literaturze naukowej nazywana nacjonalitaryzmem) koncepcja suwerennego i “uzbrojonego” (”do broni obywatele!”) ludu - narodu, którego rewolucyjna awangarda, patriotyczna i nieprzekupna, heroicznymi aktami woli poskramia wrogów Republiki, zdrajców i złodziei.

Bartyzel podkreśla, że miła sercu Jarosława i Lecha Kaczyńskich koncepcja “silnego państwa” nie ma nic wspólnego z prawicowym - konserwatywnym - zasobem programowym oraz ideologicznym, natomiast odpowiada wyłącznie normom XIX-wiecznej skrajnej lewicy, od Gambetty do Clemenceau.
Niechęć współczesnej, nowoczesnej, europejskiej lewicy do rządów Prawa i Sprawiedliwości tłumaczyć można wyłącznie ewolucją lewicy, która od socjaldemokracji przechodzi nawet na pozycje socjalliberalne; tymczasem PiS - chciałoby się dodać - tkwi w okowach socjalizmu lat 30-tych ubiegłego stulecia.

Owszem, konserwatywna i tradycjonalistyczna prawica może współpracować z paleosocjalistami - mówi Jacek Bartyzel - aczkolwiek wyłącznie na płaszczyźnie konkretnych zazębiających się interesów. I tak francuscy monarchiści podejmują współpracę z Klubem Jakobinów, a to dlatego, że i jedni i drudzy są zwolennikami suwerennej polityki państwa.
Jednakże Prawo i Sprawiedliwość mimo pozornie prawicowej i patriotycznej retoryki podejmuje rozmowy o zgubnej koncepcji Konstytucji Europejskiej, a także sprzeciwia się projektowi zmian w konstytucji zmierzających do wzmocnienia ochrony życia.

Opinia Jacka Bartyzela odpowiada temu, co próbuję - z mizernym skutkiem - wyjaśnić Czytelnikom tego bloga, a także przekazać w komentarzach na wielu innych, zwykle “prawicawych” blogach. PiS nie jest partią prawicową, program Kaczyńskich odpowiada poglądom przedwojennych socjalistów, a jego nasączenie etatyzmem, centralizmem i wiarą we wszechmądrość powinny dyskwalifikować to ugrupowanie w oczach każdego sympatyka prawicy.